Codziennie mijam obcych ludzi nieświadoma, że idą w złym kierunku. Cofają się do domu, bo zapomnieli czegoś ważnego. Jadą dookoła, bo nie znają dobrze drogi. Nie pamiętają, co trzeba kupić w sklepie do nowego przepisu. Zrobili słaby trening. Zamówili złą rzecz do projektu. Zbyli dzieci krótką odpowiedzią, bo nie wiedzieli jak pomóc. Nagadali coś głupiego przyjaciółce. Wysłali ofertę odrzuconą przez ważnego klienta. Nie zdali egzaminu. Pomylili się na prezentacji przed całym zespołem.
Kiedy popełniam błąd od razu przypominam sobie, że tego nie widać na mojej twarzy. Nie noszę go na czole niczym tatuażu. Nie jestem rozliczana przez przechodniów. I w gruncie rzeczy poza „poszkodowanymi” nikogo ten błąd specjalnie nie obchodzi. W wielu przypadkach nikt go nawet nie widzi.
Największym świadkiem Twoich błędów jesteś Ty.
Ludzie są zbyt zajęci sobą. Swoimi decyzjami. Swoimi problemami. Nie analizują Twojego życia tak dokładnie, jak Ci się wydaje. A większości Twoich błędów… po prostu nie pamiętają.
Kiedy sobie to uświadomiłam, zrobiło mi się najpierw przykro, że w tak wielu przypadkach jestem tylko postacią w tle w czyimś życiu. W większości żyć jestem dosłownie nikim. Jednak szybko zamieniłam to w błogosławieństwo.
Hej, w końcu skoro nikt się nie przejmuje, to i nikt nie ocenia. Nie krytykuje. Nie pamięta. Nie boli go nic z tego co robię. Jest to niezwykle wyzwalające uczucie.
Działa to oczywiście wyłącznie przy założeniu, że sama nie rozliczam ludzi z ich potknięć. A już tym bardziej obcych ludzi. Minding my own business stało się kluczem do wewnętrznego spokoju.
Bezpieczne życie to stanie w miejscu
W końcu jaka jest alternatywa do powyższych sytuacji? Odpowiedź jest banalna i celowo uproszczona.
Nie zapisywać się na egzamin, nie mieć przyjaciół ani dzieci. Nic nie trenować. Żadnych zakupów, klientów ani nowych miejsc. Nie prezentować nic przed ludźmi. Zostać w domu.
Do takiego absurdu lubię sprowadzać tę wewnętrzną potrzebę bycia nieomylnym. Wiele możemy wybaczyć innym, dlaczego więc sobie samym stawiamy tak nieludzkie wymagania?
Ludzie, którzy unikają błędów, unikają też życia.
Tego nauczył mnie Jordan Peterson. Brak błędów nie oznacza że robisz wszystko dobrze, ale że zwyczajnie robisz za mało. Mierzysz za nisko. Siedzisz w komforcie dnia, który znasz na pamięć. Nie wychylasz się. Nie wywołujesz w życiu żadnych zmian. Nie jesteś nawet w stanie podjąć okazji, kiedy ta objawi się tuż przed Tobą… Bo co będzie jeśli się pomylisz?
Równie łatwo i o ile przyjemniej jest zamiast pielęgnowania strachu i krytyki pogratulować sobie podjętego wyzwania sprzątając własny bałagan. To wymaga jednak zrozumienia, że popełnianie błędów to nie porażka.
Minimum 3 błędy dziennie
Bez względu na to z jakiego powodu boisz się być w błędzie, to ćwiczenie może pomóc Ci zmienić perspektywę. Chodzi o wyznaczenie sobie minimalnej liczby potknięć, które zauważysz w ciągu dnia. Nie po to, by się krytykować ani popełniać ich więcej. Służy to zmianie definicji błędu z porażki do efektu podjęcia czynności i przydaje się najbardziej na samym początku drogi do nowego myślenia.
Nie chodzi tutaj o:
- zaniedbania
- unikanie odpowiedzialności
- niechlujstwo
Przykładami konstruktywnych potknięć są sytuacje kiedy:
- powiedziałeś coś ważnego co nie do końca wyszło idealnie
- spróbowałeś czegoś nowego i to nie zadziałało
- podjąłeś przemyślaną decyzję, która okazała się nietrafiona
- zrobiłeś coś mimo strachu i efekt był słabszy niż zamierzony
Z każdej tego typu sytuacji możesz wyciągnąć doświadczenie, które przygotuje Cię na kolejne próby. Posprzątaj po sobie bałagan, jeżeli Twoje błędy miały nieprzyjemne konsekwencje. Staw im czoła. Miej w sobie pokorę. Nie obwiniaj się jednak o brak nieomylności – jesteśmy tylko ludźmi. Na koniec dnia możesz za to pogratulować sobie odwagi do podjęcia działania.
Nie zmienisz przeszłości
Niektóre konsekwencje naszych działań będziemy nieść ze sobą aż do śmierci. I być może będą nam one ciążyć każdego dnia. Za to inne błędy nie będą miały znaczącego wpływu na nasze życie. Przeszłość można próbować naprawić stając wobec limitów zewnętrznych i własnych możliwości. Nie można jej jednak zmienić.
Ocena ryzyka jest istotna w tym całym procesie podejmowania wyzwań i otwierania się na nowe możliwości. Nie bierz na siebie więcej niż możesz potem unieść – czy naprawić. I nie baw się ludzkimi uczuciami.
Czy jesteś w stanie ponieść konsekwencje w zamian za szansę?
To jest realne pytanie, nie retoryczne.
Równie ważne jest jednak oddzielenie faktów od obaw. Na tym etapie mózg najpewniej nie odróżni prawdziwych wydarzeń od wyobrażeń wywołanych strachem. Podejmij decyzję na podstawie wiedzy którą masz teraz. Nie tej przyszłej.
A jeśli już popełnisz błąd – nie wracaj w nieskończoność do przeszłości. Odczep się od siebie. Wybacz sobie niewiedzę i nie popełniaj tych samych błędów.
Uświadamiaj innych.
Niewiele więcej możesz zrobić.

Zostaw odpowiedź